lutego 23 2010
Masówka kontra jeden dobry strzał
Zdjęcia ślubne – co zrobić by były dobre. To raczej otwarta kwestia i każdy fotograf podchodzi do niej indywidualnie. Słuchając o pracy „specjalistów z branży fotografia ślubna” można mieć dwojakie odczucia.
Typ pierwszy to człowiek wychodzący z założenia, że należy się pakować wszędzie gdzie się da, należy robić co najmniej 30 zdjęć na minutę. Ksiądz i młodzi są to obiekty do fotografowania, nie należy się zanadto emocjonować całością ceremonii, tylko robić zdjęcia. Jeśli ktoś się krzywi, to znaczy, że jest pajac i nie chce aby młodzi mieli super fotki, bo przecież robię je po to aby mieli jakąś pamiątkę. Mogę więc wejść wszędzie i robić wszystko, ważne aby mieć dobre kardy. Robię ich tak wiele, bo przecież potem będę mógł większość wywalić i wybrać tylko te fajne, bo na jakimś musieli wyjść fajnie…prawda?
Druga opcja, to fotografia ślubna, mniej inwazyjna. Fotograf poluje raczej na dobre kadry, nie pstryka bez przerwy, tylko wybiera dobre momenty. Nie pcha się wszędzie i zawsze, stara się trzymać raczej w cieniu i być tylko świadkiem/reporterem, który dokumentuje całe wydarzenie.
Taka praca ma pewną zaletę lub wadę, to kwestia gustu. Nie ma 5000 zdjęć z których można lub patrząc na to inaczej trzeba odrzucić ¾.
Teraz należało by się zastanowić, która z przedstawionych opcji jest lepsza dla klienta czyli Państwa Młodych. Czy fotografia ślubna kojarzy im się z biegającym wkoło człowiekiem, który bezustannie mruga flashem, zdarza się że ustawia i przestawia gości, nakazuje powtórki, czy może z osoba, której prawie nie widać, a potem okazuje się, że wypatrzyła miliony rzeczy, które nam umknęły (zakładam bowiem, ze jeśli już ktoś umie robić zdjęcia nie potrzebuje ich robić co dwie sekundy, bo potrafi wyczuć chwilę i zrobić dobre ujęcie).
Kwestia do rozważenia…
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
