grudnia 15 2009
Recenzja albumu Marilyna Mansona “The Last Tour On Earth”
Najlepszy album koncertowy, jaki kiedykolwiek słyszałem…
Brian Warner, szerzej znany jako Marilyn Manson, to bez wątpienia jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii muzyki rockowej i metalowej. Jego teksty pełne są przemocy, narkotyków, zawierają przekaz antyreligijny. Można się co prawda spierać co do satanizmu Mansona (być może jest to tylko celowa prowokacja, mająca przynieść frontmanowi zespołu dużo większą popularność), ale najważniejsza jest przecież sama muzyka. A ta jest doprawdy genialna. Mocne gitary, elektroniczne smaczki, duża dawka melodii i świetny, charakterystyczny głos Mansona sprawiają, że nie można wyłączyć odtwarzacza CD przed zakończeniem płyty.
Marilyn Manson to kapela, która swoją prawdziwą potęgę ukazuje na koncertach, czego dowodem jest ten album. Myślę, że słowo “koncert” jest jednak trochę nie na miejscu, bowiem występ Mansona to jedno wielkie przedstawienie- mówiąc po “amerykańsku”-show. Lider zespołu lubi szokować również podczas grania na żywo o jego spektakularności słyszeli z pewnością wszyscy, a na pewno po reklamie, jaką MM sprawiły media wywyższając sprawę znaczenia koncertu ponad największe klęski i nieszczęścia dziejące się w Polsce (pojedynek z B.S.E. wygrał Manson). Nie mniejszą uwagę formacja przywiązuje do muzyki. Co na poradzić - zawsze rock progresywny spotykał się z takimi reakcjami.
Wiele utworów z “The Last Tour On Earth” na koncercie wypadło lepiej niż na albumie studyjnym. Przykłady? Proszę bardzo. “Sweet Dreams” zagrany dużo ciężej w porównaniu z oryginałem, “Antichrist Superstar“, gdzie zamiast szeptu mamy opętańczy wrzask Mansona, a także “The Last Day On Earth“, w którym elektroniczne dźwięki zastąpiono kapitalną gitarą akustyczną!
A co poza tym? Prawdziwe Greatest Hits na żywo. Mamy okazję posłuchać między innymi takich przebojów jak “Great Big White World“, “Rock Is Dead“, “The Dope Show“, “Lunchbox“, “I Don’t Like The Drugs (But The Drugs Like Me)” czy “The Beautiful People“.
Na wielką uwagę zasługuje świetna produkcja albumu, dzięki której naprawdę można poczuć klimat koncertu. To miłe, że możemy np. posłuchać tekstów Mansona jakie wielokrotnie wygłasza do publiczności.
Osobiście uważam “The Last Tour On Earth” za świetny krążek, warty polecenia nie tylko fanom Marilyna Mansona, ale każdemu kto lubi posłuchać w miarę ciężkiego i melodyjnego rocka. I choć jest to album koncertowy, naprawdę warto mieć go w swoich zbiorach. A premiera nowej płyty Mansona, zatytułowanej “Golden Age Of Grotesque” zbliża się wielkimi krokami…
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
